Widzę, że jest spora grupa ludzi czytających to samo w jednym czasie. Wielce to budujące, bo świadczy o tym, że czytelnictwo nie upadło. Chociaż z drugiej strony, my czytamy za kogoś książki, a ktoś za nas wypija 7 litrów statystycznego spirytusu. Widac nie można mieć wszystkiego.
Czytam, podobnie jak wielu z Was, najnowsze "100 dni". Widać, że książkę napisał polityk, bo ten punkt widzenia dominuje, co chyba nie jest złe. Niestety opracowania historyków, bez urazy, czesto ocierają się o wszechobecną legendę. Może to kwestia autorstwa, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ostateczna klęska Napoleona miała genezę polityczną. Dziwne jest, dlaczego Napoleon w 1815 otoczył się taka ilością ludzi sobie niechętnych czy nawet wrogich. Czy zawiódł go zmysł polityczny? Czy może brakowało mu dobrego doradcy?
Jeszcze na koniec "pro domo sua". Ponieważ moją domeną nie jest historia, a literatura, polecam takie literackie ujęcia tematu, jak: L. Aragona "Wielki tydzień" i naszego K. Przerwy-Tetmajera "Waterloo". Niby to literatura, ale oparta na rzetelnych źródłach historycznych.
Ten post był edytowany przez: Zenobi (30.01.2005, 14:18)
--------------------
"Historia jest wersją przeszłych wypadków, na które ludzie zdecydowali się zgodzić."