Witam,
nie mialem lepszego pomyslu jak nazwac ten temat... kwestia ktora mnie zastanawia, jak to bylo w okresie wojen napoleonskich z tym bohaterstwem, ilu zolnierzy, w wiekszosci podrostkow, nawet jezeli wyszli calo z krwawych jatek, bylo umyslowo uposledzonych, jak tych ludzi traktowano, moze jak tchorzy.?.. w pamietnikach jakos o tym malo jest, wrecz przeciwnie, czytajac je, mozna miec wrazenie iz autorzy niniejszych pozbawieni byli strachu, stali w ogniu armat i krwawej walki wrecz jakby bylo to najnormalniejsza sprawa! Pamietam wspomienia "starych" z mojego dziecinstwa (pochodze ze Slaska, wspomnienia byly z Armii Pruskiej i Wehrmachtu), w Wielkiej Wojnie , jak wspominali starzy, ludzie wariowali w okopach, zyjac tygodniami, miesiacami i latami pod ostrzalem artylerii, z rozkladajacymi sie trupami kamratow i...szczurami, w drugiej ...na froncie wschodnim , pomimo poczatkowych powodzen, zolnierzy przybijala nieskonczonosc obszaru Rosjii, a tych przy karabinach maszynowych w ogniu krzyzowym to, ze po ogledzinach przedpola, widzieli kilkaset mlodych dziewczat skoszonych...podobno ci od km byli standardowymi pacjentami psychiatrii...jedyne pozytywne wspomnienia zostaly z wojny 70/71, w domu mowiono ze pradziadkowie wywozili zloto z Francji w wagonach...moze dlatego ze Uropas juz nie zyli, i nie mogli opowiedziec o krwawych "zniwach" pod Gravolette, St.Privat i Sedanem!
Chyba podobnie jest z epoka napoleonska, aktorow grajacych glowne role juz nie ma, zostala tylko bohaterska legenda...
Pozdrowienia
Ten post był edytowany przez: Lepic (1.05.2009, 08:41)
--------------------
Haut les tetes, Jarnidiou! Ce sont des boulets, pas de la merde!